Lifestyle

Moje pleasures nie są guilty – czyli czemu nie warto mieć wyrzutów sumienia

Znacie pojęcie guilty pleasures? To w wolnym tłumaczeniu, tak zwane, grzeszne przyjemności. To czym niekoniecznie chce się pochwalić przed znajomymi, którzy pytają co robiłaś wczoraj. To takie małe przyjemności, które sprawiają nam radość ale często powodują wyrzuty sumienia. Bo przecież chcemy żyć w idealnym świecie, w którym wstajemy o 5 rano na godzinną jogę i półgodzinny jogging, a potem zjadając dietetyczne śniadanko rozpoczynamy kolejny fantastyczny dzień odhaczając kolejne pozycje z listy to do. Wiecznie zajęci, produktywni, wysportowani i ambitni. Brzmi znajomo? Też tak chcę, ale żyjemy w prawdziwym życiu, jesteśmy tylko ludźmi, którzy mają prawo do gorszego dnia (a nawet tygodnia, czy o zgrozo! miesiąca). Chcemy żyć w takim świecie, ale jesteśmy tylko ludźmi, którym potrzebny jest bufor bezpieczeństwa. Moim buforem są tzw. guilty pleasures, ale moje nie są guilty.

Moja lista małych przyjemności

jest całkiem pokaźna i chętnie się nią z wami podzielę, kolejność jest całkiem przypadkowa, aczkolwiek niektóre z nich są moją codziennością, a na inne pozwalam sobie tylko od czasu do czasu.

Słucham muzyki pop z lat ’90

która przypomina mi moje dzieciństwo. Uwielbiam patrzeć na teledyski z tamtych lat, wspominać i podziwiać jak moda zatoczyła wielkie koło, i pobawię się w Sybillę i powiem Wam, że niedługo nawet fryzury „na czeskiego piłkarza” będą znowu modne : ) Obecnie mój gust muzyczny wyewoluował i wolę zdecydowanie mocniejsze brzmienia ale dla popu z lat dziewiędziesiątych zawsze zrobię wyjątek, a playlista z największymi hitami z tych lat zawsze towarzyszy mi podczas sprzątania.

Lubię jeść

nie zawsze zdrowo i mało. Czasem pozwalam sobie, na dietetyczne wyskoki w postaci pizzy, tiramisu, parówek z keczupem (tak wiem, to straszne kto obecnie je parówki, i w ogóle fuj!), albo klopsików z Ikea, które absolutnie uwielbiam! W dodatku nie mam z tego powodu, absolutnie żadnych wyrzutów sumienia! Co prawda do idealnej figury mi bardzo, bardzo daleko, ale rozpamiętywanie każdej zjedzonej kalorii nie przybliży mnie do mojej wymarzonej wagi ani o gram. Dlatego jeśli chcę zjeść coś niezdrowego, to robię to i już! I wcale nie zamierzam karać siebie za jedzenie dokładając kolejną porcję ćwiczeń.

Gram na konsoli w gry dla dzieci

Lubię grać. Na konsoli i na PC. Może nie jestem jakimś super pro graczem, ale gry lubię zróżnicowane. Jednak moim ulubionym typem gier są tzw: trzy w jednej linii. Gry banalnie proste (do pewnego levelu), aktualnie od kilku miesięcy gram we Frozen usiłując wbić 100% w grze dla dzieci poświęcając na to kolejne godziny i czerpiąc z tego mnóstwo przyjemności. I wiecie co? Wcale się tego nie wstydzę, tak samo jak nie wstydzę się grania na najniższych poziomach trudności. Może są tacy, którzy lubią długie godziny spędzić na nauce gry, ale ja do nich nie należę.

Oglądam głupie filmiki na YouTube

to mój najlepszy sposób na relaks się przed snem i tzw „odmóżdżenie” się. Czy zawsze rozrywka musi być ambitna? Moim zdaniem nie, powinna dawać przyjemność. A wieczorem dobrze jest wyłączyć myślenie i dać sobie trochę luzu.

Oglądam bajki i Jamesa Bonda

Chociaż w sumie jedno i drugie to bajki. Tylko filmy z Agentem Jej Królewskiej Mości to bajki dla trochę starszych dzieci. Lubię w nich pewność pozytywnego zakończenia. Z przyjemnością oglądam zarówno nowości, jak i starsze produkcje Uwielbiam klasyczną Myszkę Mikie – tą czarno-białą, stare Smerfy i Gumisie. Moim ulubionym aktorem wcielającym się w rolę Jamesa Bonda jest oczywiście sir. Sean Connery’m i ile razy widzę, którąkolwiek część w telewizji przystaję i oglądam aż do końca (albo do reklam :D).

Lubię spać do późna

chociaż właściwie teraz wcale nie mogę. Tej przyjemności brakuje mi najbardziej, odkąd zostałam mamą. Czasem jednak udaje mi się przekonać Córkę, że wspólne spanie to fajny pomysł, wtedy śpię tak długo jak mi pozwala i jestem najszczęśliwsza na świecie łącząc spanie do późna z przytulaniem się do małego człowieka.

Chodzę do fryzjera

tylko po to żeby mi ktoś umył głowę, nałożył odżywkę i ułożył włosy. Sama nie lubię tego robić, a uwielbiam jak ktoś mi dotyka włosów. Niesamowicie mnie to relaksuje i odpręża. Dopóki moja Córeczka lubiła bawić się we fryzjerkę mogłam oddawać się tej przyjemności codziennie, teraz pozostał mi już tylko fryzjer. Na szczęście mam grzywkę, którą trzeba dość często regulować więc mam pretekst do regularnych wizyt w salonie.

Innocent preasures

Moje guilty pleasures wcale nie są guilty, Są całkiem innocent i przyznaję się do nich publicznie. Więcej nawet, ja się nimi chwalę. Dlaczego? Bo to co robię w wolnym czasie, dla przyjemności jest częścią mnie. Dlaczego mam się z tym schować i udawać, że nie robię tego co robię? Niech małe przyjemności nie wywołują w Was poczucia winy. Nie wpychajcie się w ramy idealnego świata, bo taki istnieje tylko w Waszych głowach. No dalej podzielcie się, waszymi guilty pleasures niech nie będą już Waszym wyrzutem sumienia, a zamiast tego staną się tym czym mają być – przyjemnością.

16 komentarzy
Poprzedni post
Październik 23, 2017
Następny post
Październik 23, 2017
  • Powiem Ci, że mi tymi „grzesznymi przyjemnościami” poprawiłaś humor 🙂 Racja, że nie ma co mieć w takich kwestiach wyrzutów sumienia, ani się tego wstydzić 😀
    PS Muszę się do fryzjera wybrać dokładnie w tym celu!

    • Cieszę się, poprawić komuś humor w poniedziałek, to nie lada sztuka. A ja się cieszę, że nie tylko ja jestem taka nienormalna i chodzę do fryzjera dla relaksu.

  • Croissanty z czekoladą… ehh 100% przyjemności. A z amerykańskimi głupimi serialami jest jak z disco polo, nikt nie ogląda/słucha a jakoś każdy zna 😀

  • Holly Lu

    Każdy ma swoje słabości. Ja się ze swoich śmieje.

  • I ja mam sporo takich grzesznych przyjemności. Nie odmawiam sobie, bo niby dlaczego? Życie jest krótkie, lepiej żałować, że się coś zrobiło, niż żałować, że nie zrobiło się nic 😉

  • Kazdy ma jakieś swoje małe grzeszki – baaa ja mam ich na liście nawet ze 20!;D I nie wstydzę się za nie nic a nic!;p

  • Jesteśmy tylko ludźmi i mamy tą dzisiejszą konsumpcję po to, żeby ją wykorzystać, a jeśli chcemy z niej korzystać dobrze i z przyjemnością dla siebie, to czemu ma być w tym coś złego? 🙂

  • Maluch w domu

    Trochę nas łączy 😀

  • Karina Molęda

    Ja przez dłuższy czas nie mogłam jeść słodyczy ze względów zdrowotnych i powiem szczerze, że po przerwie każda czekolada to jest prawdziwa rozkosz:)

    • ojj niestety. To moja miłość na odległość, ale strasznie bym zjadła. W sumie moje dawne guilty plesures, jeśli chodzi o słodycze to, zajadanie się żelkami, nie wiem co w sobie mają ale je uwielbiałam i pewnie nadal uwielbiam

  • Chodzenie do fryzjera to konieczność a nie grzeszna przyjemność, nawet jeśli idziesz tam tylko umyć włosy 🙂 🙂

  • Na potwierdzenie zgodności z Twoim zdaniem mogę jeszcze rzec, że dobre jedzonko nie idzie w brzuch, ani w dupsko, ono idzie prosto do serduszka! 😀

  • To ja się przyznam: mam właśnie gorszy miesiąc i przyszedł czas, że słodycze jednak zrobiły się guilty. 😉 Czytam kryminały i horrory. Nałogowo oglądam seriale typu Wikingowie i GOT. Piję kawę, nawet 2 dziennie (nie powinnam). W ciągu dnia zdarza mi się położyć na podłodze i bawić z kotami jednorazowo przez kilkanaście minut. Lubię głupie piosenki, moja kryzysowa to „Mój koń” Pana Witka z Atlantydy. Oglądam stare odcinki Kartonów. Inne przyjemności też by się znalazły. 🙂

Podobne posty